Przedstawiam pierwszy rozdział powieści zatytułowanej "Śródmieście". Opowiada o młodym gangsterze z wrocławskiego Kleczkowa i jego przygodach w 2005 roku.
Zachęcam do otworzenia lub pobrania całego rozdziału (14 stron) z mojego linku do dysku google:
ROZDZIAŁ 1. BEZPIECZNY LINK DO GOOGLE DISC
Tutaj tylko pierwsza strona, ze względu na rozjeżdżające się akapity etc.
„ŚRÓDMIEŚCIE” – Mieszko Sujak, 2026 r.
ROZDZIAŁ 1: CINEK
Wrocław, rok 2005.
- Jeszcze siedzą w dużym pokoju, tiwi
oglądają. Pieprzone pedały – w słuchawce rozbrzmiał pełen pogardy, niski, męski
głos.
- Czaisz jakie to jest bezsensu, żebyśmy tu siedzieli osobno cholera wie ile? – wyszeptał do telefonu Cinek, przesłaniając palcami dół komórki, a resztą dłoni zasłaniając sobie usta. Przesunął się trochę tyłkiem po drewnianym, lakierowanym parapecie, wtapiając jeszcze głębiej w kąt pomiędzy framugą okna i obdrapaną ścianą. Ciemna klatka schodowa przesiąknięta była wilgocią i śmierdziała kiepami. – Ten klient to jest leszcz. Nie wygłupiaj się, chodź tu. Wpierdolimy się tam w tym momencie – Cinek aż zasyczał na końcu tego zdania. Był to syk wzburzenia dociśnięty wymuszonym szeptem.
- On mówił, że musimy to zrobić dzisiaj w nocy. Nie spierdolmy tego. Niech będzie porządnie – odpowiedział mu spokojnie rozmówca.
- Za dużo… - tu Cinek na chwilę przerwał,
bo zdawało mu się, że coś zakłóciło ciszę panującą na klatce schodowej.
Przesunął nieznacznie głowę, nadstawiając ucho w stronę drewnianych schodów
prowadzących w dół. Musiał to być dźwięk pochodzący z któregoś mieszkania, gdyż
na klatce schodowej znowu zapanowała względna cisza. – Za dużo się naoglądałeś
amerykańskich filmów. Lepiej przyjdź tu od razu, to jeszcze zdążymy coś zrobić
z tą smutną jak pizda nocą. Jakieś pół basa czy coś.
- Przyjdę jak pójdą spać. No chyba, że im
się zbierze na wychodzenie to wtedy zara do mnie dryndaj…
- Taa, mówiłeś – przerwał mu Cinek. – Nara
– zakończył. Marcin „Cinek” nacisnął czerwoną słuchawkę na klawiaturze małego,
wyglądającego na zabawkowego, Alcatela. Telefon odpowiedział nieprzyjemnym
piknięciem, a Marcin szybko schował go do kieszeni jeansów.
Ostatnio w salonie „Idei” bawił się najnowszą biznesową Nokią,
która potrafiła wysyłać maile, a nawet odtwarzać filmiki. Spodobała mu się.
Zastanawiał się czy tak po prostu jej nie wziąć. Bez abonamentu. Akurat w
kieszeni miał trochę ponad trzy tysiące złotych, potrzebnych do zakupu tego
najnowszego, kieszonkowego cudu techniki.
Rozmyślił się, zadając sobie w głowie zasadne pytanie – do kogo
i kiedy właściwie będzie z niej dzwonił. Do pracy, jego szef Stefan, kazał mu
kupować najtańszą chińszczyznę, bez dostępu do internetu, bez niczego. Kupować,
a góra po miesiącu niszczyć, rozwalać młotkiem na małe kawałki lub wrzucać do
Odry.
Fakt chodzenia po mieście z najbardziej wieśniackim telefonem
irytował go znacznie mniej od samego procesu unicestwiania tych zupełnie
dobrych zabaweczek. Myślał wtedy, ile frajdy mógłby sprawić jakiemuś
dwunastolatkowi stąd – z Chrobrego, z Trzebnickiej czy z Pomorskiej - takim
telefonem. Często posiadającym jeszcze wiele minut na karcie pre-paid. Taki
dzieciak mógłby sobie podzwonić, nawet jakby nie miał do kogo, to na
sekstelefon dla hecy. Ryzyko minimalne, ale w końcu to nie on ustalał zasady.
Reszta rozdziału na dysku google:
ROZDZIAŁ 1. BEZPIECZNY LINK DO GOOGLE DISC

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz